Bartłomiej Polakowski
Wpisy otagowane wirtualne-swiaty
Blended Learning – Stwórz własny wirtualny świat
11 Grudzień 2010
Pojęcie Blended Learning, czyli łączenie różnych metod nauczania w celu osiągnięcia wyznaczonego celu edukacyjnego, zostało w ostatnim okresie bardzo wypaczone. Za każdym razem gdy uczestniczę w spotkaniu i słyszę o BL, dotyczy to podzielenia szkolenia na część e-learningową, która przekazuje podstawy teoretyczne i warsztaty z trenerem pozwalające utrwalić wiedzę i sprawdzić ją w praktyce. Zapominamy, że przez setki lat edukacja wykształciła różne mechanizmy przekazywania informacji, a postęp technologiczny, którego jesteśmy świadkami umożliwił ich wykorzystanie przez większą grupę ludzi i na większą skalę (kiedyś zajęcia angielskiego z native speakerem były czymś ekskluzywnym, dziś czymś normalnym). Spójrzcie na poniższy film. Prezentuję on koncepcję wyjścia poza schemat „tradycyjnego” nauczania BL. Co mamy do wyboru? Symulacje, różnego rodzaju testy, zadania szkoleniowe wykonywane w miejscu pracy, projekty zespołowe, prace domowe, Job aids - to tylko niektóre z nich.
Elementem BL mogą być także wirtualne światy (O nieeee! Znowu:) Kojarzą się one zazwyczaj z miejscem spędzania wolnego czasu przez tzw. no-life’y:) lub wielką salą konferencyjną. Zapomnijcie o tym! Wyobraźcie sobie naukę fizyki w wirtualnej elektrowni jądrowej, albo poznawanie historii w replikach antycznych miast. A co powiecie na grę, w której ratownicy szkolą się z ewakuacji osób z bydynku, albo mechanicy muszą zlikwidować jakąś usterkę w fabryce? Wirtualne światy dają nam możliwość znalezienia się w miejscach niedostępnych lub niebezpiecznych i przeprowadzanie doświadczeń w grupach mogących składać się z użytkowników na całym świecie. W tej chwili najpopularniejszym wirtualnym środowiskiem jest Second Life. Ma on jednak jedną podstawową wadę. Pewnego dnia może się okazać, że twórcy się już znudzili i całość zniknie z rynku (o nie! Moje wirtualne spodnie Armani!!:) Inwestowanie w coś nad czym nie ma się pełnej kontroli trafia często na opór. Jest jednak wyjście.
W zeszłym tygodniu uczestniczyłem w prezentacji jednej firmy zajmującej się od około roku szeroko pojętym e-learningiem. Firm ta zaprezentowała swoje portfolio szkoleń zawierające zarówno projekty dla firm prywatnych jak i Polskiego systemu edukacji. To co mnie najbardziej zainteresowało to pierwszy Polski projekt, który poznałem, wykorzystujący wirtualny świat ala Second Life do nauki (w tym przypadku fizyki). Zapewne większość z Was słyszała o wykładach i spotkaniach, które odbywają się w SL i o wyspie IBM, gdzie szkolą się jego pracownicy. Jednak pewnie nie wszyscy znają projekt OpenSim (The Open Simulator). Jak można wnioskować po nazwie jest to opensourcowy symulator oferujący zdecydowanie więcej możliwości od SL. Umożliwia tworzenie trójwymiarowych światów dla tysięcy użytkowników zachowujących prawa fizyki dzięki wykorzystaniu mechanizmów Physics Simulation (wykorzystywanych też między innymi w grach). Wirtualne obiekty, mogą być tworzone na żywo przez wszystkich użytkowników, a co najlepsze (dla tych bardziej technicznych:) całość może być dowolnie ukształtowana zgodnie z naszymi wymaganiami. A wszystko to na naszym serwerze! I praktycznie w wersji „z pudełka”.
To co jest według mnie jest największą zaletą tego rozwiązani to właśnie całkowita wolność w kształtowaniu świata i niezależność od zewnętrznych dostawców – moje serwery, mój świat, moje zasady!:) Sami wszystko instalujemy i udostępniamy tylko wybranym osobom.
Na youtubie znajdziecie mnóstwo przykładów światów tworzonych przez osoby na całym świecie, a także tuto riale jak zbudować własny dom:)
Link: OpenSimulator
Zagramy w życie?
18 Listopad 2010
Od czasu pojawienia się pierwszej z nich ludzie oszaleli na ich punkcie. Nie ma chyba na świecie osoby, która by o nich nie słyszała, a większość spróbowała chociaż raz. Uzależniają, powodują rozpad rodziny a w skrajnych przypadkach prowadzą do śmierci. Część z Was pewnie uważa, że piszę o popularnych „wyrobach kolekcjonerskich”, o których było głośno jakiś czas temu, jednak ja mam na myśli coś zupełnie innego….gry komputerowe!! Tym razem nie będę was jednak zanudzał opowieściami, że można je wykorzystywać w edukacji i pracy bo to każdy wie. Zamiast tego pokażę Wam jak nasz świat powoli staje się wirtualny. Gry wspomagają już nawet rozwój demokracji!
Ich moc jest niesamowita. Wystarczy spojrzeć ile zarobiła przez parę dni ostatnia część popularnej serii Call of Duty…360 milionów $$$!! Filmik promujący na jutubie obejrzało do tej pory ponad 6 mln osób! Imponujące wyniki nieprawdaż? Czy któreś ze szkoleń elektronicznych chodźby zbliżyło się do niego? Nie znam takiego przypadku. Dlaczego? Część z Was pewnie stwierdzi, że z powodu o wiele niższego budżetu, mniejszej grupy docelowej, wymagań formalnych, ograniczeń technologicznych itp. (BTW. wiecie dlaczego na konsole nie wypuszczane są żadne poważne aplikacje edukacyjne? A no dlatego, że poza Nintendo, pozostałe firmy dopłacają do każdej kupionej przez nas konsoli. Zysk osiągają z licencji na udostępnianie zestawów developerskich dla firm produkujących gry i sprzedaży samych gier. Dopiero po zakupie 4-5 tytułów Sony czy Microsoft zarabia. Gdyby wyszła jakaś zaawansowane symulacja medyczna jest bardzo prawdopodobne, że wiele ośrodków kupiłoby konsole tylko dla niej co doprowadziło by producentów do bankructwa:) Ale wracając do naszego pytania. Dlaczego produkty edukacyjne nie cieszą się taką popularnością? Jedną z przyczyn jest to, że przez wiele lat gry były uważane jedynie za zapychacza czasu i ta opinie utkwiła w głowach wielu osób skutecznie hamując rozwój gier edukacyjnych. Te czasy jednak bezpowrotnie minęły, czego przykładem (co mnie bardzo cieszy) jest choćby oferta wielu firm szkoleniowych na naszym rynku. Miałem ostatnio przyjemność spotkać, się z przedstawicielami paru takich przedsiębiorstw i w każdym przypadku zostały mi zaprezentowane rozwiązania innowacyjne, wykorzystujące gry i symulacje w edukacji. Firmy zaczęły wykorzystywać narzędzia, które dla Was opisywałem takie jak Caspian Learning służący do tworzenia wirtualnych światów czy onlinowy serwis Forio pozwalający tworzyć proste symulacje ekonomiczno-rozwojowe. Jak prezentujemy się na tle reszty świata? Zachód ostro idzie na przód (no może z wyjątkiem paru krajów z flagami w kolorowe, pionowe pasy;) Przykładowo nasi studenci medycyny mogą póki co pomarzyć o symulacjach takich jak Pulse!! (wejdźcie na stronę producenta, warto), a żołnierze jeszcze podejrzewam długo będą musieli biegać z pustymi magazynkami po poligonie zamiast ćwiczyć w zespołach na wirtualnym placu boju jak Amerykanie.
Niektóre rzeczy są jednak dużo tańsze, prostsze i kontekście zbliżających się wyborów samorządowych mogą się okazać zbawieniem dla nowych radnych, burmistrzów, prezydentów. Dzisiaj trafiłem na przykład prostej symulacji, która nie tylko dotyczy bezpośrednio życia „grających” w nią osób (co jak wiadomo, diametralnie podnosi skuteczność każdego szkolenia), ale także pozwala na wymianę doświadczeń pomiędzy różnymi grupami użytkowników. BudgetSimulator, powstał w jednym konkretnym celu – Rada amerykańskiego hrabstwa East Sussex musi zmniejszyć przyszłoroczny budżet o 30%. Wiadomo, że zabieranie ludziom środków zazwyczaj kończy karierę polityczną, dlatego mądrzy radni tego hrabstwa postanowili przerzucić decyzję komu „uciąć”, na …mieszkańców:) Każdy może wejść na stronę, na której musi zaznaczyć o ile zmniejszy/zwiększy środki na jedną z wymienionych kategorii (pomoc starszym, remonty dróg, obsługa administracyjna mieszkańców itp.). Nasz wybór jest uzupełniany informacją, w jaki sposób może wpłynąć w przyszłości na rozwój hrabstwa. Kiedy ustalimy propozycję zmian budżetowych możemy ją z uzasadnieniem przesłać do władz (prawdziwa Amerykańska demokracja!:)
Jak widać symulacje i gry wkraczają już każdy aspekt naszego życia – szkolą lekarzy, trenują żołnierzy a nawet decydują o remoncie dróg:) Jestem wielkim zwolennikiem tego trendu!
I na koniec jeszcze trailer ostatniego Call of Duty:)
Virtual Worlds….Game Over?
30 Listopad 2009
Jeszcze dwa lata temu wirtualne światy były w natarciu. Wszyscy mówili o Second Life, ludzie więcej czasu spędzali przy komupterze niż z "żywymi" znajomymi (była nawet sprawa rozwodowa w sądzie wniesiona przez zdradzoną żoną – przyłapała avatara męża na igraszkach na jednej z wysp:), firmy zakładały swoje wirtualne placówki, w których ludzi wydawali prawdziwe pieniądze, firmy takie jak IBM zaczęły tworzyć wirtualne uniwersytety, Unia Europejska wydała setki tysięcy euro na projekt wirtualnego miasta Malmo, w którym mieszkańcy mogli załatwiać między innymi sprawy urzędowe. Zaczęło powstawać coraz więcej klonów. Krótką listę znajdziecie na blogu Kapp Notes. Nawet Google dał się uwieść temu trendowi i wypuścił serwis Lively.
W zeszłym roku jednak początkowy entuzjazm opadł. Liczba użytkowników zaczęła spadać, prasa ucichła, wirtualne Malmo opustoszało a Lively zostało zamknięte.
Czy to koniec wirtualnych światów? Wydaje mi się, że nie. Ich autorzy zmienili strategię. Starają się teraz stworzyć narzędzie, które będą służyły jakiemuś konkretnemu celowi np. nauce. W moich wcześniejszych wpisach pokazałem Wam przykłady rozwiązań korporacyjnych. Czy mają one szansę przyjąć się w Polsce? Na razie nie widzę takiej szansy. Po pierwsze brakuje nam specjalistów od wirtualnego nauczania, którzy mogliby przekonać zarząd, że to nie jest kolejny klon The Sims, a po drugie ludzie nie są jeszcze gotowi na przejście do świata wirtualnego. Pytanie brzmi czy zanim, nie dojrzejemy do tego typu rozwiązań, nie znikną one już z rynku:)
Protosphere – wirtulana edukacja korporacyjna
18 Sierpień 2009
Wiele się mówi o wirtualnych światach, ale ile z nich możesz wymienić? Jest Second Life i….. No właśnie większość z nas opiera swoje zdanie o nich, bazując na tym jednym produkcie. Tymczasem istnieje wiele innych rozwiązań, które zostały stworzone w jednym konkretnym celu – nauczaniu.
ProtoSphere jest środowiskiem stworzonym specjalnie do wsparcia korporacyjnej edukacji. W przeciwieństwie do Second Life jest to zamknięte środowisko przeznaczone wyłącznie dla pracowników danej firmy. Wirtualne lokalizacje przypominają te z pracy – mamy biura, gabinety i sale konferencyjne. Cenzura nie ominęła także postaci reprezentujących użytkowników – obowiązuje je strój biznesowy:) Sama "zabawa" nie różni się dużo od Second Life z tą różnicą, że w tym "świecie" wszystko jest z góry zaplanowane.
Możemy uczestniczyć w wykładach, komunikować się prywatnie lub publicznie z innymi osobami i wymieniać dokumentami. Niby nic, ale całość wywołuje u uczestnika efekt WOW, który jest super bronią w walce ze szkoleniową nudą:)